kategorie pracy

Ankieta-Oferty pracy
oferty pracy referencje

link aiesec

Indywidualny coaching

Wir sprechen deutsch !

Śmierć jest tym bardziej poważną sprawą, im więcej mamy do stracenia

Człowiek i historia. Człowiek i jego wspomnienia. Człowiek i nieszczęście. Człowiek i śmierć. Czy to ludzie tworzą naszą historię, czy też historia tworzy ludzi, którzy są wokół nas? A więc czy człowiek jest panem, czy Pan jest Panem historii – naszej osobistej historii? Myślę o tym, gdy słucham zaskakujących opowieści ludzi, którzy utracili pracę albo, gdy czytam wspomnienia.

Myślę wtedy sobie, że śmierć, ale również nieszczęścia życiowe jakby w sposób oczywisty powinny zwracać ludzi ku Bogu. Przecież jak trwoga to do Boga. Tak się jednak coraz rzadziej dzieje. Zauważam, że Boga w takich sytuacjach odnajdują tylko jedynie te osoby, którym w chwili nieszczęścia kołaczą w umyśle pacierze z dzieciństwa, śpiewają w głowie psalmy lub cytaty z Biblii. Boga w doświadczeniu życiowym odnajdują tylko te osoby, które chwytają się tego słowa jak deski ratunkowej. Mówią później, że spotkała je wielka łaska – czyli ratunek. Chwycić Boga za Słowo – to znaczy Boga doświadczyć w Jego mocy. I to bez znaczenia czy dzieje się to w czasie pokoju czy też w czasie przemarszu apokaliptycznych rycerzy. Bo tylko Boża perspektywa objawiona w Jego Słowie pozwala odróżnić Jego wolę w naszym życiu od „logicznego toku wydarzeń”. Kto chce odkryć Boga – powinien czytać Biblię.

 

Zauważam również, że coraz mniej oczywistym jest, aby zadawać sobie pytanie o sens. Czas, śmierć, przemijanie .... Zauważam, że ten temat jest pomijany. Zauważam wyraźną postawę ateistów, którzy twierdzą, że śmierć i przemijanie są czymś naturalnym – jakby częścią natury. „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Po co nad tym myśleć. Carpe diem, dopóki możesz. Ostatnio byłam świadkiem, gdy próbowano to wmówić mojej znajomej, której zmarł mąż. Ale takie argumenty do niej nie docierały. Cały czas twierdzi, że śmierć jej męża, nawet po długiej chorobie, jest złem i dziełem szatana. Pozostawił przecież dwoje dzieci, ją zostawił. To nie tak miało być. A to zło przecież zwalczył Chrystus, gdy zmartwychwstał. Dlaczego więc mąż umarł? To nie jest naturalnie. Nie w tym czasie i nie zostawiając po prostu ot tak wszystko. Moja znajoma szuka sensu... Chyba szuka sensu u Boga... Spotkałam się też z taką opinią, że śmierć jest zawsze samotnością i pustką, nawet, jeśli jest się otoczonym przez przyjaciół. I dlatego śmierci należy się bać. Jestem jednak przekonana, że ludzie, którzy wierzą Bogu, ufają i doświadczają tego, że choć śmierć jest oczywistym nieładem i wrogiem, to ostatecznie jest pozytywnym wydarzeniem. Jest wyzwoleniem i wydarza się ona we wspólnocie z Bogiem i dostępem do Boga. Czyż, więc ludzie, którzy ufają Bogu powinni śmiercią pogardzać? Luter twierdzi, że ci, którzy gardzą śmiercią gardzą również Bogiem, który tę śmierć dopuszcza...

 

Myślę, że śmierć jest tym bardziej poważną sprawą, im więcej mamy do stracenia. Im lepiej znamy własne przeznaczenie, naszą misję do spełnienia czy sens życia na ziemi, tym więcej wiemy o godności i niepowtarzalności naszej osoby i .........., że czasu zostało niewiele. Komunistom i ateistom umiera się łatwo. Oni nie widzą dla swojej egzystencji sensu. Dla nich liczy się przecież kolektyw. Ta niepowtarzalność osoby ufającej Bogu jest inna niż tłumaczy nam indywidualizm. Niepowtarzalność osoby ufającej Bogu  wynika z faktu, że została umiłowana przez Boga, który przysłał swojego Syna, aby za nią osobiście umarł. Gdy patrzę na przykład Jezusa Chrystusa: Jezus Chrystus znał swoją misję i wiedział, że umrze. Dlatego bardzo poważnie traktował swoje życie wykorzystując każdą jego chwilę na spełnianie sensu i dobrze przygotowywał się do chwili śmierci. Przygotowywał na tę chwilę również swoich przyjaciół. Gdy osoba ufa Bogu – wtedy doświadcza każdego dnia życia z sensem. Wtedy również czas na ziemi i życie również są drogie i cenne i zachęcają do refleksji. Przecież będzie trzeba zdać przed Bogiem sprawę ... Gdy osoba ufająca Bogu umiera fizycznie zmartwychwstaje w niej Chrystus i ona razem z Nim. Inaczej ateistyczna postawa łatwego umierania. Ona skupia się na anonimowości i zwierzęcości naszego istnienia. Dla każdego ten sam los ... Gdy umiera osoba ufająca Bogu – śmierć jest wydarzeniem pozytywnym, bo właśnie jest wydobywana z tej anonimowości i wzywana po imieniu przed oblicze Boga. Bo przecież osobista relacja z Bogiem nie może ustać. Osobista relacja z Bogiem trwa wiecznie, bo wiecznie trwa Bóg. Pomimo, że grzeszymy, grzech nie ma już siły, aby oddzielić nas od Boga. Zostaliśmy przeniesieni w zakres oddziaływania innych sił – jesteśmy chronieni i żyjemy wiecznie.

 

Tylko niuans jest taki: Czy faktycznie odnaleźliśmy w naszym życiu sens? Czy jesteśmy wierzący? „Szatan też wierzy i drży” – napisał św. Paweł. Czy też jesteśmy ufający Bogu? A jak ufać Bogu? Ufać Bogu to chwycić Go za Jego Słowo.

 

Ten post dedykuję blogerce S24 CIRK, która 28.10.2009 odpowiedziała na mój komentarz tak: „(...)Tak beznadziejnych czasów jak dziś, to chyba nie było. Fakt, że nędza i wojna jest zła, ale ciągle widzimy gdzie dobro, gdzie zło. Dziś te granice się zatarły, panuje powszechne kłamstwo i bezradność. Swiat przestał być sensowny, a wróg jest ukryty, czai się w każdym z nas.”

 

Pozdrawiam, Ewa Pióro

Data dodania: 2009-10-31